Globtroterka pod choinką

Obrazek

Czego może życzyć sobie pod choinkę początkująca blogerka? A blogerka-globtroterka? Hmm, może śpiwór? A może bielizna termoaktywna. Tak, skarpetki to świetny pomysł. No to może jednak coś innego… Książka. A jak książka to o czym? O podróżach. Jak o podróżach to napisana przez kogoś ważnego i znanego. Jak przez ważnego i znanego to niech będzie to dziennikarz. A jak dziennikarz piszący o podróżach, to może korespondent właśnie. Ale po co globtroterce książka napisana przez korespondenta? Może po to, żeby wiedziała jak opisać pełzający koniec świata? Tak. Globtroterce powinno się spodobać.

Do moich rąk trafiła kolejna już książka Krzysztofa Mroziewicza. Oboje – pan Krzysztof i ja – zainspirowaliśmy się „Podróżami Herodota” R. Kapuścińskiego. On w związku z tą inspiracją napisał książkę „Ekstazja. Podróże z Afrodytą„, ja w związku ze swoją ją przeczytałam. Mimo że tytuły podobne, książka ta zabrała mnie w podróż różną od tej, opisywanej przez Kapuścińskiego. Nie o tym jednak ten wpis! Rzecz w tym, dlaczego zdecydowałam się na drugą książkę pióra Mroziewicza. W pierwszej urzekł mnie język, jakim książka została napisana. Mówienie w tak niewymuszony sposób o rzeczach będących od wieków tematem tabu, unikając przy tym niepotrzebnych i niechcianych dosłowności jest sztuką. Skoro autor potrafi pisać w tak ciekawy sposób o seksie bez krzty obsceniczności, a jednocześnie dostarcza czytelnikowi lawiny frapujących, erotycznych ciekawostek, pomyślmy jakie niestworzone historie zawarte są w książce o K-O-R-E-S-P-O-N-D-E-N-C-I-E .

„Korespondent – czyli jak opisać pełzający koniec świata” to książka Krzysztofa Mroziewicza wydana całkiem niedawno, bowiem pod koniec 2013 roku.

„Dziennikarz i publicysta specjalizujący się w problematyce międzynarodowej, w szczególności dotyczącej Ameryki Południowej i Środkowej oraz Azji. Komentator tygodnika „Polityka”, współpracownik wielu pism oraz mediów elektronicznych. Był Ambasadorem RP w Indiach, Nepalu i Sri Lance. Wykładowca akademicki w kraju i za granicą. Otrzymał wiele nagród i odznaczeń (bardzo, bardzo wiele i bardzo, bardzo ważnych). Jest autorem kilkunastu książek.”

Taki opis biograficzny autora widnieje na tylnej okładce książki. Obracając ją w dłoniach czułam, że już za chwilę poznam najskrytsze arkana tego fascynującego zawodu, że podjadając świąteczne pierniki odlecę myślami w sam środek wojny, gdzie odważni dziennikarze w imię misji doinformowania reszty ludzkości o bieżących wydarzeniach na świecie, gotowi są poświęcić nawet swoje życie. Czułam, że odkładając tę książkę na półkę, będę wiedzieć jak budować siatkę znajomości, jak dotrzeć do informatorów, ogólnie – jak znajdować się w centrum wydarzeń o randze historycznej. I może jeszcze jak nie dać się zastrzelić. Słowem – czułam, że ta książka zawiera w sobie tyle praktycznych informacji i historii z życia autora, ile seksu znajdowało się w jego książce o Afrodycie.  Nawet Stefan Bratkowski pisze we wprowadzeniu:

„Jak się to świetnie czyta! I jak to jest pisane! (…) Wiedziałem, jak elektryzujące bywa życie korespondentów czy reporterów zagranicznych , ale nie każdy z nich pisze tak żywo i takim językiem, jak Krzysztof Mroziewicz.”.

Perełka, myślałam. A potem zaczęłam czytać.

Książka jakkolwiek ciekawa i interesująca, z osobistymi doświadczeniami autora w pracy korespondenta ma tyle, co Maryla Rodowicz z habitem na sylwestrowej imprezie Polsatu. Ale przecież już w przedmowie informowani jesteśmy o tym, że:

„To jest książka o dziennikarstwie, nie o samych jedynie reporterach i korespondentach zagranicznych.”

Dalej Bratkowski prosi nas grzecznie:

„Proszę jednak nie widzieć w niej tylko błyskotliwego podręcznika dziennikarstwa.”

– Postaram się, jeśli powie mi Pan czemu…

„Jeśli ktoś chce obudzić w sobie pasję do tego zawodu, zetknąć się z wyzywającą przygodą dziennikarstwa – polecam. A jeśli ktoś po prostu chce poczytać coś bardzo interesującego, polecam tym bardziej.”

Według mnie, jako podręcznik dziennikarstwa książka ta sprawdza się idealnie. Tak, z pewnością jest błyskotliwym i interesującym podręcznikiem. Mroziewicz pisze o zawodzie korespondenta ciekawie i wnikliwie analizując wszystkie jego płaszczyzny, odsyłając do dzieł innych dziennikarzy (ale nie tylko). Podejrzewam, że książka analizowana na zajęciach akademickich, uzupełniona komentarzem wykładowcy byłaby dla każdego studenta nieocenionym i interesującym doświadczeniem. Jeśli jednak jest się przeciętnym Kowalskim i nie kojarzy się tych wszystkich znanych w branży dziennikarskiej nazwisk, oraz wymienianych pozycji literackich, można mieć spore problemy z przebrnięciem przez ten tekst. Z racji tego, że książka Mroziewicza to przede wszystkim nauka na cudzych tekstach moja wizja wgłębienia się w osobiste doświadczenia autora legła w gruzach. I chociaż, na wstępie zawiodłam się ogromnie, to z czasem książka zaciekawiła mnie i wciągnęła skłaniając do sięgnięcia po wymienione w przypisach pozycje. Na przykład, dzisiaj odebrałam z biblioteki „Dyplomację” Kissingera. Chociaż studiując Stosunki Międzynarodowe o tej książce słyszałam, czytałam i nawet pisałam dużo, nigdy nie czułam jednak potrzeby, aby zagłębić się w nią bardziej, niż wymagają tego pytania egzaminacyjne. „Korespondent” tego dokonał. A co Mroziewicz pisze o blogach? Pisze mało (bo 3-4 zdania) i  co najgorsza, pisze źle.

”…mania blogów powszechnych, pisanych o wszystkim przez wszystkich dla wszystkich, zabija dziennikarstwo. Ta „wszystkość” staje się niczym. Blogi powszechne to gazeta robiona przez nikogo dla nikogo.

Z wojen na szczęście blogów, nie ma, bo wojna jest dla blogerów za trudna.”

I w tym momencie polemizowałabym z panem Mroziewiczem. Ale czy początkująca blogerka możne nie zgadzać się z kimś, kto wśród środowiska dziennikarskiego jest uznanym autorytetem? Hmm, jeśli powiedziało się A trzeba powiedzieć B… WEDŁUG MNIE MROZIEWICZ ZAPOMNIAŁ CHOCIAŻBY O BLOGU „WHERE IS RAED?” !

„… pisany przez młodego mieszkańca Bagdadu ukrywającego się pod pseudonimem „Salam Pax”. Żyjący w (…) ogarniętej wojną stolicy Salam barwnym językiem przedstawił codzienność oblężonej metropolii, w tym strach ludzi przed amerykańskimi bombowcami i represjami upadającego reżimu Saddama Husajna, propagandę państwowych władz i skomplikowaną mozaikę sympatii i antypatii Irakijczyków wobec sił zmagających się o władzę w ich kraju. (…) Salamowi kilkakrotnie udało się zdementować informacje podawane przez stronę amerykańską i iracką. Pisany w zdobywanym mieście blog wnosił do ogólnego obrazu kontrowersyjnej wojny elementy nieobecne w serwisach najlepszych światowych gazet i stacji telewizyjnych, których reporterzy mogli tylko marzyć o zdobyciu podobnego materiału. Do popularności Salama Paksa przyczyniły się tradycyjne media, które bardzo szybko zaczęły wykorzystywać go jako źródło informacji. Społeczność blogowa wykreowała go na swoją gwiazdę przeciwstawiając jego autentyczne informacje artykułom profesjonalnych dziennikarzy, których działalność znacznie ograniczała polityka informacyjna obydwu walczących armii. Po zajęciu Bagdadu odnaleźli Salama Paksa dziennikarze brytyjskiego „The Guardian”, a jego blogowe zapiski opublikowano w formie książki.”

Fragment ten pochodzi z innego podręcznika dziennikarstwa: „Dziennikarstwo internetowe” L. Olszańskiego z roku 2007, a więc książki wydanej 6 lat przed „Korespondentem”. Panie Krzysztofie, może jednak blogerzy nie są tak beznadziejni, jak Pan to ujął, a nowe media, w tym blogi, stwarzają nowe, ale nie znaczy to, że gorsze warunki dla korespondentów zagranicznych/wojennych? Myślę, że blogosfera to kwestia, którą autor niesłusznie potraktował z góry, celowo lub nie, pozbawiając kilku korespondentów-blogerów, jak chociażby Salama Paksa, zasłużonego miejsca w tym podręczniku.

Książka niewątpliwie warta uwagi i godna polecenia zwłaszcza studentom studiów dziennikarskich, a więc moim kolegom i koleżankom.  Ale czy po jej przeczytaniu wiem, jak opisać pełzający koniec świata?

Wiem, jak zrobili to inni.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s