Palcem po mapie: #2 Krym

Porto ❤ – wszyscy moi znajomi wiedzą, jak szybko i jak bardzo pokochałam to miejsce. Część z nich nie wstydzi się też otwarcie z tego żartować. Jednak ten mały, wymowny znaczek nie dotyczy jedynie punktu na mapie. Porto, to dla mnie powietrze pachnące mieszanką soli morskiej, ryb i cytrusów. Porto to nieznana wcześniej siła wiatru, wysokie fale, złoty piasek, cień palm, krzyk mew, rytm kołyszących się łodzi rybackich, rzewne fado, tanie wino, świeże mango, kwiaty o intensywnych kolorach, o każdej porze roku. Porto to ból łydek po spacerze po mieście, które przypomina spacer po górach. To kręte, wąskie uliczki, miasto zbudowane na skale, sklepy pachnące starocią. Porto to Kasia, Karolina, Monika, Povilas, Ismail, Canan i Elif, Borja, Dize, Pouya, Julio, Łukasz, Witek, Leonid, Michał, Yin-Yu Sa i wielu innych. Porto to dla mnie pierwsza próba własnych sił i możliwości. To niezależność i wolność. Niewątpliwie pokochałam Porto i chyba nie powinno budzić to zdziwienia, skoro spędziłam tam 6 wspaniałych miesięcy.

Każdy marzyciel wie, że to zupełnie możliwe tęsknić za miejscem, w którym się nigdy nie było, może nawet bardziej niż za rodzinnym miejscem.

                                                                                Judith Thurman

Kocham także zatłoczony Nowy Jork, kocham norweskie fiordy i surową Islandię. Mam słabość do Wielkiego Kanionu w Kolorado, płaskowyżu w Peru i wielkookich lemurów na Madagaskarze. Uwielbiam wieloryby płynące wzdłuż wybrzeży Patagonii, Kenijskie sawanny, zorzę polarną gdzieś na północy i Kapadocję. Boję się za to wilgotnych lasów równikowych i wysokich gór, chociaż te budzą we mnie największy respekt. Jordania, Japonia i Australia to moi starzy przyjaciele. Są jednak miejsca, na myśl których serce mi się kraje: Rwanda, Kaszmir, Kambodża, Tybet, wzgórza Batumi i Krym, to niektóre z nich.

#2 Krym

swallows nest

Dzisiaj oczy całego świata zwrócone są w kierunku Krymu, który oczarował mnie już dawno, choć sama nie jestem pewna, kiedy dokładnie. Pewnego razu moją uwagę przyciągnęło zdjęcie przedstawiające zamek wznoszący się na szczycie urwiska, wysoko ponad taflą błękitnej wody. “Widok jak z bajki” – pomyślałam i od razu rozpoczęłam swoje małe, prywatne śledztwo.

Po krótkim badaniu przeprowadzonym w sieci, dowiedziałam się, że budowla przedstawiona na zdjęciu to Jaskółcze Gniazdo położone na skale w miejscowości niedaleko Jałty, pełniące różne funkcję w swojej historii: od domu schadzek rosyjskiego generała, przez zameczek niemieckiego barona, po restaurację prowadzoną przez kolejnego Rosjanina (tym razem kupca). W 1927 Jałtę nawiedziło trzęsienie ziemi o mocy około siedmiu stopni w skali Richtera, które poważnie uszkodziło wysoki na 40 metrów klif. Choć Aurora uległa zniszczeniu to sam budynek ocalał, lecz z powodu licznych uszkodzeń został zamknięty dla turystów na ponad 40 lat. Kilkuletnie prace renowacyjne doprowadziły do ponownego otwarcia romantycznego zamku. Obecnie w Jaskółczym Gnieździe znajduje się włoska restauracja.

Krym to nie tylko Sewastopol, zablokowane lotniska i wojska rosyjskie. Krym to dla mnie miejsca, takie jak to powyżej. Myśląc o nich czuję bezradność i żal. Czuję wiszące w powietrzu napięcie, a jednocześnie jakieś zawieszenie i uśpienie, zobojętnienie, warg wydymanie, ramion wzruszenie, nic dobrego nie wróżenie. Czuję się, jak gdybym pozwalała odejść staremu przyjacielowi, a jedyne, co mi pozostaje to bezczynne tkwienie, pięści zaciskanie, w dal spoglądanie i nadzieja, że przetrwa chociażby najczarniejsze scenariusze.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s