Podsumowanie 2015 roku

Pamiętam bardzo dobrze jak chorując na najgorszą z gryp, z żołądkiem wywiniętym na drugą stronę, przeklinałam 31 grudnia mijający 2014 rok. Tamten rok zaczął się fatalnie i tak też się skończył, dlatego zarzekłam sobie, że 2015 musi być inny…

18191_952046354852581_4570042147186874324_n

W 2015 roku udało mi się wreszcie spełnić jakieś (a w sumie, to nie byle jakie) postanowienia noworoczne. Pierwszą połowę roku spędziłam odwiedzając moich rozsianych po całej Polsce najbliższych znajomych. I tak miesiąc po miesiącu lądowałam kolejno w Poznaniu, Wrocławiu, Warszawie, Gdańsku, Katowicach. Kolejnym postanowieniem był powrót do Porto i również to New Year’s resolution udało się zrealizować. Przy okazji odwiedziłam też Cambridge i Londyn. W każdym z tych miast czekali na mnie najwspanialsi ludzie pod słońcem. I choć nie ze wszystkimi udało się spędzić tyle czasu, ile chciałam (a z większością mogłabym w ogóle się nie rozstawać), to każdy z nich dołożył wszelkich starań, abym poczuła się wyjątkowym gościem. Dziękuję po raz setny za poświęcony czas i uwagę. Za wszystkie kawy wypite na mieście, leniwe popołudnia, opróżnione butelki wina, spełnianie wszystkich kulinarnych zachcianek, przegadane godziny, szalone wieczory, za wszystko! Taki ogrom miłych gestów skierowanych w moją stronę w tak krótkim czasie, pozwolił mi zrozumieć, jak wielką jestem szczęściarą posiadając takich wspaniałych znajomych. Bez Was nie byłoby mnie 😉 

Sam powrót do Porto posiadał dla mnie bardzo symboliczny charakter. Pozwolił zamknąć pewien rozdział w życiu, zrozumieć kilka spraw, które gdzieś tam w środku od dawna nie dawały mi spokoju i wyleczyć się z ostatnich powikłań po posterasmusowej depresji 😉  Bo przecież jak śpiewała Rodowicz „to już było i nie wróci więcej”. Cały ten akapit brzmi jak jeden wielki banał, ale tak to czasem bywa, że pewne słowa, choćby słyszane codziennie, docierają do nas dopiero wtedy, kiedy sami wydedukujemy sobie ich prawdziwy sens 🙂

Rok 2015 nie był może rokiem wspaniałych, dalekich i egzotycznych podróży, ale był rokiem moich małych wielkich sukcesów. Największym małym sukcesem była wygrana w konkursie i wystawa moich zdjęć z podróży w Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu. Przepracowałam w korpo równy rok kontynuując jednocześnie studia – nie, nie uważam tego za wielki sukces, ale dzięki temu mogłam się usamodzielnić – wyprowadziłam się z domu, otrzymałam dyplom, rzuciłam palenie. Udało się też nadrobić czas z rodzinką i wyjechać (chyba na pierwsze w życiu) zaplanowane wakacje. W dalszym ciągu nie skoczyłam ze spadochronem, ale zrobiłam duży krok w kierunku spełnienia tego marzenia i… poleciałam sobie paralotnią tam i z powrotem! 🙂 Ostatnim (dosłownie!) małym sukcesem, była otrzymana 31 grudnia 2015 roku decyzja o przyjęciu na studia do ‚stolycy’. Zanim stałam się pełnoprawnym słoikiem, przez 1,5 miesiąca porządkowałam i zamykałam wszystkie sprawy w Toruniu, ale już kilka dni po przyjeździe do Warszawy dopadła mnie okropna grypa i w tak niemiły sposób minęły mi kolejne dni. Teraz czuję się już lepiej i wiem, że dla mnie 2016 rok dopiero się zaczął! 🙂

Miniony rok nie należał do najłatwiejszych. Okoliczności, które spotkały mnie i moją rodzinę, były o wiele cięższe, ale chyba zahartowana przez 2014 znacznie lepiej poradziłam sobie z kolejnymi niesprzyjającymi kolejami losu. I chyba o to w tym wszystkim chodzi. Bo nawet jak powiedział Jasiek Mela, który był na końcu świata (a nawet dwóch): „Trzeba mieć odwagę, żeby podróżować, ale jeszcze trudniej jest odnaleźć się w jednym miejscu na świecie” 🙂

11722319_996224360434780_198669327937071612_o

P.S. Tak naprawdę cały czas czekam na swoją podróż życia i średnio raz w miesiącu mam myśl, żeby rzucić wszystko, ściąć włosy i ruszyć w samotną wędrówkę na koniec świata. A póki zdrowie, moje i bliskich, na to nie pozwala – planuję, kalkuluję i podróżuję palcem po mapie 😉

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Podsumowanie 2015 roku

  1. Poczułam, jakbym czytała siebie sprzed 4 lat, gdy ja poleciałam do Essen odwiedzić znajomych, którzy tam zostali, leczyć poerasmusową deprechę. Długo się nie udawało 🙂 I do dziś tam nie byłam, bo chyba się boję, że teraz bez wszystkich ludzi, z którymi stworzyłam Rodzinę, to będzie miasto duchów… Życzę wspaniałych podróży, na pewno jeszcze nadejdzie ta „życia” 🙂 ja każdy wyjazd uważam za podróż życia, bo nie wiadomo, kiedy ono się skończy. Jest pięknie 🙂

    1. Mimo że nie wracałam do zupełnie pustego miasta, to rzeczywiście w Porto trochę straszyło duchami przeszłości ;p W drugiej kwestii również masz rację 😀 zatem życzę nam abyśmy miały jak najwięcej takich’podróży życia’ 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s